środa, 11 sierpnia 2010
Trzeci rok - idą zmiany
Postanowiłam otworzyć bloga profesjonalnego, to znaczy związanego z profesją, którą w pocie czoła zdobywam. A więc teksty, analizy i problemy gramatyczne, tłumaczenia itp. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie to pomocnym i pożytecznym.
czwartek, 24 września 2009
I tak tego nikt nie czyta
... więc piszę to dla siebie. Internet jest równie dobrym miejscem do pisania jak głupi zeszyt w szufladzie, do którego i tak każdy ma dostęp. Ja nigdy nie zakładałam kłódeczek etc., bo nie spisuję rzeczy, których się wstydzę. Proste.
Minął rok odkąd wprowadziłam się do Warszawy. Pamiętam ten ból akademikowy, który trwał trzy tygodnie, a w zasadzie jeszcze dłużej. Teraz w akadmiku czuję się prawie jak w domu. Biurko jest, książki są, internet jest (choć nie było go długo), czego więcej potrzeba.
Postarzałam się, zdziwaczałam, potrzebuję samotności bardziej niż dawniej i w zasadzie ją otrzymuję. Za darmo. Tak jak teraz. Do poniedziałku spokój jak sądzę. Potem może się uda trochę towarzysko powódczyć. A potem to już chyba zniknę. Jak człowiek studiuje i nawali sobie w plan 40 godzin, to potem musi wyprzeć swoją świadomość. Stać się robotem i tylko chlipać ze zmęczenia w nocy z piątku na sobotę. Tak, zdecydowanie nie mogę się doczekać początku zajęć. Ciekawe po ilu dniach będę się chciała zatrudnić w markecie i pracować tam do końca życia. Nuda. Powtarzam się.
Minął rok odkąd wprowadziłam się do Warszawy. Pamiętam ten ból akademikowy, który trwał trzy tygodnie, a w zasadzie jeszcze dłużej. Teraz w akadmiku czuję się prawie jak w domu. Biurko jest, książki są, internet jest (choć nie było go długo), czego więcej potrzeba.
Postarzałam się, zdziwaczałam, potrzebuję samotności bardziej niż dawniej i w zasadzie ją otrzymuję. Za darmo. Tak jak teraz. Do poniedziałku spokój jak sądzę. Potem może się uda trochę towarzysko powódczyć. A potem to już chyba zniknę. Jak człowiek studiuje i nawali sobie w plan 40 godzin, to potem musi wyprzeć swoją świadomość. Stać się robotem i tylko chlipać ze zmęczenia w nocy z piątku na sobotę. Tak, zdecydowanie nie mogę się doczekać początku zajęć. Ciekawe po ilu dniach będę się chciała zatrudnić w markecie i pracować tam do końca życia. Nuda. Powtarzam się.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
If you're going to San Francisco...
Tak, wielki świąteczny powrót do San Francisco. Stare śmieci. Szaro, nudno, pierogi, zdjęcie z choinką i z grymasem. Kłótnie ideologiczne z rodzicami dla zabicia czasu. Szczególnie łatwo mi to przychodzi bo nasiąkam ową lewacką atmosferą uniwersytetu, ostoi feministek, różnej maści umysłowych onanistów, rewolucyjnych pensjonarek, anarchistów, syndykalistów, socjalistów, ogólnie ludzi, dla których nic nigdy nie jest oczywiste, którzy w domu płaczą, bo nie wiedzą co jest dobre, a co złe. Jak o tym myślę to normalnie chce mi się wracać.
Ale teraz w domowych pieleszach wydaje mi się to wszystko jakąś straszną złudą, zda mi się, że nie ma do czego wracać - jest tylko Tczew, dalej las, a za lasem przepaść. Cała reszta to sen tylko, meskalina.
Ale teraz w domowych pieleszach wydaje mi się to wszystko jakąś straszną złudą, zda mi się, że nie ma do czego wracać - jest tylko Tczew, dalej las, a za lasem przepaść. Cała reszta to sen tylko, meskalina.
wtorek, 16 grudnia 2008
USOS
Bawimy się w akademiku w nową grę. Nazywa się "USOS czyli kto pierwszy wyleci z tego pokoju". Wygrywa ten, kto zbierze najwięcej punktów. Punkty dostaje się za przeklinanie, jedzenie vifonów, śpiewanie, nie mycie się, zostawianie brudnych kubków na noc, nadawanie punktów pod nieobecność zainteresowanego etc. Można dodawać kategorie poprzez wniosek formalny, który wnosi się na doraźnym plenum wieczorem. Marek też gra, ale ma ograniczone kompetencje, bo w końcu u nas nie mieszka.
Oczywiście, jak widać, gra jest na tyle głupia, że tylko ja ją mogłam wymyślić. :)
Budzi emocje.
Żal, pył, nicość, nostalgia, smutek, samotność, śmierć.
A teraz muszę iść się greki uczyć. Bo kółko z futurum się kroi o 15.00. Mam nadzieję, że nie popsuje mi dobrego humoru.
Oczywiście, jak widać, gra jest na tyle głupia, że tylko ja ją mogłam wymyślić. :)
Budzi emocje.
Żal, pył, nicość, nostalgia, smutek, samotność, śmierć.
A teraz muszę iść się greki uczyć. Bo kółko z futurum się kroi o 15.00. Mam nadzieję, że nie popsuje mi dobrego humoru.
czwartek, 4 grudnia 2008
Bum, bum
Kami, normalnie będziesz dumna jaki materiał na wojnie zebrałam... Normalnie huk i zamęt. Tobie by pewnie lepiej wyszło (tzn. na pewno)... Idziesz na opłatek do Topolówki?
A niżej dowód, że się uczę (ja w IH UW):
poniedziałek, 1 grudnia 2008
Po przerwie
Teraz jest już elegancja. Wyemigrowałam już jakiś czas temu do lepszego pokoju (mimo braku lodówki, rozwalonych gniazdek etc. jest LEPSZY; trzeba by zobaczyć 609... Trauma na całe życie). Byt nie sprawia mi już takiej trudności - jest kawa, żarcie, piwo, łóżko (twarde, bo twarde), robale pochowane.
Od filologii klasycznej bolą mnie zęby. Zakuwam i zakuwać będę, ale od przyszłego roku odpuszczam sobie minimum. Może filozofia?
Poza tym dużo roboty... Nuda, nuda. Nie piszę już więcej.
Od filologii klasycznej bolą mnie zęby. Zakuwam i zakuwać będę, ale od przyszłego roku odpuszczam sobie minimum. Może filozofia?
Poza tym dużo roboty... Nuda, nuda. Nie piszę już więcej.
wtorek, 21 października 2008
Idealizm studenta (pij, żryj i czasem się myj)
Tutaj żyje się ciężko. Po pierwsze jest drogo. Po drugie - warunki uniemożliwiają komfortowe mycie się, przygotowywanie jedzenia i samo jedzenie etc. Ale nareszcie po kilku tygodniach studia zaczęły przynosić mi przyjemność. Zrozumiałam, że mimo niezwykłych perspektyw w instytucjach finansowych (jako historyk i jako filolog) moje studia są naprawdę par excellence autoteliczne. Historia na UW na początku trochę szokuje, ale jeszcze przed końcem pierwszego miesiąca mogę z czystym sercem powiedzieć: polecam, zachęcam, bo warto. A IFK? "Greka, greka wykończy człowieka, a łacina białko w mózgu ścina".
Kic wkurza. Ale dzisiaj mam dobry nastrój, więc o Kicu nie napiszę. W niedzielę zamieszczę fotki poimprezowe. Niedziela rano w akademiku to najgorszy syf i brud i malaria, bo panie sprzątaczki przychodzą dopiero w poniedziałek (biedne są, że muszą tydzień w tydzień radzić sobie z resztkami studenckich zatruć).
Subskrybuj:
Posty (Atom)